|
Strona Główna
O drużynie
Wyprawy
Spis Wisłoczan
Wyprawa doliną Wisłoki część 1
Noc Kupały
Galeria
Forum
Historia drużyny
Nasza oferta
Kram
Przyjaciele drużyny
Zaciąg
My w Midgardzie
Trakty
Księga Gości |
Wielczy i straszni słowiańscy bogowie!
nie śmiała mi powstać myśl w głowie
Która przewidywałaby tak srogo
To cośmy oddać musieli Wam - bogom!
Straszliwie nas bogi doświadczyły:
śniegami, którez nas prawie zmyły ,
lodami niewidocznymi co nas przewracałty
śnieżycą, mgłą co nas zniechęcały
I niech bogom będą za to dzięki,
że zesłali na nas tak wielkie udręki!
Chart ducha bogi w nas wyrobiły
bo się w nas Siła z lenistwem biły.
Lecz jako żyję tak zaświadczyć muzę
klnąc się na honor, bogów i duszę,
żem większego zwysięstwa Siły nie widział
niech żałuje ten co doma siedział
Zwycięstwo każdy odniósł nad sobą
Nie ważne białogłową-li, czy inną był osobą
Kwieciem zielonym, zwycięstwa szałem
Uwieńczon każdy został - sam widziałem.
Miast w cieple się grzać
Miast w ciszy bezmiernej spać
Jedna wojowniczka, dwunastu wojów
Przybyło by dokonac duszy swej podbojów.
Przybyło by walczyć, lecz nie przeczówało
Co dobro bogów im przygotowało
Prócz już mówionych - zimy i mrozu
Jeszcze mgły, głód i brak powozów!
I tak bogi z niebies wysokich patrzali
jak dzielni wojowie z sobą wygrywali.
jak zimno, śnieżyce, zmęczenie pokonywali
Jak ciemność i mgłę przepatrywali.
Wpierw po pojedynkach księzną wybrano
I zaraz potem eskorte jej dano
Lecz cóż to za księżna! Nie dla niej atłasy!
Dla niej miecz, włócznia i lasy!
nie trzeba jej było żadnej eskorty,
bo sama rozbijała wrogów kohorty!
Ona nie księżną! Ona Amazonek królową!
Gotowa walczyć i mieczem i głową.
Podzielono zaś resztę wojów dzielnych
Na kilka drużyn niewielkich, lecz mężnych.
ich zadaniem księżnej było odbicie
Co udało się. lecz drogo sprzedałą swe życie.
Później dwa wysoko wzniesiono sztandary
I wypuszcziono przyjaciół naszych - ogary.
Grody dwa male wybudowano
Długo się do bitew przygotowywano.
Grody były niezdobyte, wspaniałe
Choć z braku rąk do paracy - nieco małe.
Walczyliśmy długo w ich obronie,
Aż w końcu posłuszeństwa odmówiły dłonie. |
 |