Strona Główna
O drużynie
Wyprawy
Spis Wisłoczan
Wyprawa doliną Wisłoki część 1
Noc Kupały
Galeria
Forum
Historia drużyny
Nasza oferta
Kram
Przyjaciele drużyny
Zaciąg
My w Midgardzie
Trakty
Księga Gości

 


Jak to bogi ludziom mądrze rozkazały,
By czyny chwalebne pieśni utrwalały,
By życie w którym ślad zaciera czas
Nie pochłonęło Słowian; nas!

Pomni obietnicom, posłuszni bogom,
Idąc jedynie prawdy ognistej drogą,
Zaszliśmy dalej niż myśleć my śmieli,
A serce nasze dziś się z tego weseli:

Żeśmy przyszli, znaleźli, żeśmy kopali,
Żeśmy do chwały się przyczyniali.

I dnia trzynastego miesiąca kwietnia,
Gdy zesłana została pogoda letnia,
Zebrała się kolejny raz wojów drużyna,
A ważną była zebrania przyczyna.

Oto nasz wódz; Ziemowit przesławny,
Aby zrealizować wspaniały plan dawny,
Nakazał łopat mocnych, wielu przyniesienie,
I każdy z nas wpadł w wielkie zdumienie:

Bośmy długo szli, długo znajdywali
Ale takiego miejsca jeszcze nie spotkali.

Nikt nie myślał że tak ciężko będzie,
Że pot na skroniach gęsto osiędzie,
Lecz warto było; bośmy wykopali,
I mamy miejsce gdzie będziem mieszkali.

W czternaście osób żeśmy pracowali,
Rąk, nóg, potu, mięśni nie żałowali,
Łopaty w ciągłym ruchu się znajdowały,
Dopóki ziemianki ręce nasze nie wykopały:

A warto było kopać mocno i głęboko
By potem nasze nacieszyć tym oko.
A i bogi sprzyjały naszej pracy żmudnej,
I aby serce oderwać od harówki trudnej,
Wysłały nam posłańców; zwierza leśnego
Dzikością, mnogością i prawdziwością pięknego.

Znak od bogów został odczytany poprawnie,
I nikt nie wystąpił przeciw posłańcom jawnie,
A mało tego znaku; przybyli też ludzie,
I opowiadali o innym na tych ziemiach trudzie:

Kiedy ludzie krew tutaj wylewali,
Za naszą spuściznę razem umierali.

Tak podbudowani znakami boskimi,
I przeżyciami duchowymi wyższymi,
Wzięliśmy się jeszcze mocniej do roboty
I wylewaliśmy nie 7 lecz 16 poty.

I tak oto powstała ława zdatna do siedzenia,
Zebrano stos drewna suchego do spalenia,
Znaleziono nowe miejsca, nowe kryjówki,
I nowe pomysły wpadły do Ziemowita główki:

Domek na drzewie więc budujemy
I z budową szybko postępujemy.

Zapalono ognisko, wyciągnięto strawę,
I rozpoczęto prawdziwie Słowiańską zabawę,
Nie brakło niczego; ni jadła ni muzyki,
I z daleka słychać było śmiechy, krzyki.

Dwóch wojów jeszcze dotarło, co się pogubili,
Dźwiękami muzyki żeśmy ich zwabili.
Po czym pewną tajemnicę wspólnieśmy odkryli.
I za Ziemowita zdrowie, na chwałę mu, wypili:

Bo Ziemowita urodziny nie tak dawno były,
A więc „sto lat” było i wsze smutki się skryły.

Po pracy owocnej, po wspaniałej zabawie,
Nikt nie zajmował już miejsca na ławie,
Wszyscyśmy długo w strzelaniu się ćwiczyli,
I inne umiejętności w walce nabyli.
Zawody się odbyły; w rzucie oszczepem,
Wygrał w nich Odolan i nie okazał się kiepem,
Cóż dalej było? Czasy bardzo się zmieniają,
I nowe Słowianom umiejętności przybywają:

W Słowiańskich strojach, z bronią w ręku,
Kręciliśmy filmy przy użyciu najnowszego sprzętu.

Wiele było innych ciekawych wypadków,
Że wspomnę wypiekanie glinianych garnków,
Czy też wielość walk nie wspomnianych,
A przecież ważnych, uczących, udanych.

Na końcu wszyscy całkiem zmordowani,
Udali się do swych domów usmarowani,
Ubłoceni, brudni, w nastroju radosnym,
Bo poczuli w życiu dech prawdziwej wiosny:

Praca, uśmiech, natura; to jest przepis cały,
Aby poczuć w swym życiu dech wiosny wspaniały.